Rozdział 1
Dźwięk towarzyszący zwarciu się ostrzy przerwał ciszę, jaka panowała na niewielkiej polanie położonej w samym środku Wielkiego Lasu u podnóża góry. Był to początek zimy. Niedawno jeszcze korony drzew pokryte były różnokolorowymi liśćmi a trawa mieniła się kolorami żółci i zieleni w promieniach jasnego słońca. Teraz to wszystko pogrążone było jakby w wiecznym śnie. Ziemię pokrywała gruba warstwa białego puchu, a drzewa skrzypiały pod naporem gwałtownego powiewu wiatru tak, jakby pochrapywały przez sen. Naprzeciw siebie — jakby panujący chłód nie miał na nich wpływu — stali dwaj młodzi mężczyźni. Jeden, widocznie starszy od drugiego o jakieś cztery lub pięć lat posiadał czarne, krótko przystrzyżone włosy i oczy w kolorze głębokiej zieleni. Barwa jego skóry była dużo ciemniejsza niż u obywateli tych ziem, więc śmiało, można było stwierdzić, iż pochodzi z innego, dalekiego kraju. Na sobie ubraną miał białą, lnianą koszulkę bez rękawów, jasnobrązowe, skórzane spodnie obwiązane od k...